wtorek, 21 lipca 2015

Dlaczego warto czytać?? Zalety czytania książek, i nie tylko...

Cześć:-)

Dzisiaj chciałabym Wam napisać trochę o....czytaniu książek:-)
Tak, tak – czytam książki, może nie jakoś bardzo regularnie, bardzo często, 
ale...od czasu do czasu sobie poczytam:-)

Jeśli chcecie poznać zalety czytania - zapraszam na post:-)
http://www.lubimye-czytac.pl/

Na wstępie powiem Wam, że w liceum uczęszczałam do klasy...humanistycznej!
...i o ile całą podstawówkę i gimnazjum jechałam na „5”, o tyle w liceum ta szala  przechyliła się zupełnie w drugą stronę...Lubiłam pisanie, czytanie... ale moja ochota jakoś tak zgasła już w 1-szej klasie LO:-) Kiedy to trzeba było przeczytać jakąś tam lekturę, i ja faktycznie ją przeczytałam, ale odpytana z niej po 3 tygodniach....dostałam „banie”, bo nie znałam odpowiedzi. I co? Wtedy to pomyślałam, że skoro przeczytałam, i tak dostałam „1” to nie ma sensu czytać tych lektur, szkoda czasu, lepiej zaopatrzyć się w streszczenia! 
I tak też się stało:-) 
od tego momentu nie było lektury, której streszczenia nie miałabym w domu, co za tym idzie...‘od deski do deski’ nie przeczytałam już ani jednej lektury! Nie ma się czym chwalić! Ale tak było.

www.dorotakorczynska.pl


Ale myślę, że wiele zależy od podejścia nauczyciela...no i ogólnie kilka czynników jeszcze na to wpłynęło. Mało tego...pani od polskiego...zachodziła w głowę jak ja napiszę maturę...jak mi to pisanie też tak marnie idzie, no i powiem Wam, że pisałam z „Potopu”, którego nigdy w życiu nie przeczytałam i ku zdziwieniu polonistki – zdałam, i to wcale nie na marne jakieś 30%... bo dodam, że jestem pierwszym rocznikiem, który zdawał tą „nową” maturę... Cóż...trzeba było umieć pomyśleć...i wyciągnąć z tekstu na tyle, na ile było możliwe, żeby uzbierać punkty wymagane „z klucza”. 

**
 Wydaje mi się jednak, że w najmłodszych latach, w okresie szkoły podstawowej, czy nawet trochę  później...buntujemy się, bo trzeba przeczytać masę wymaganych lektur...no i nie ma wyjścia, bez względu na to, czy nam się podobają czy też nie; trzeba zaliczyć pewne tematy, aby potem zdać do następnej klasy...itd.
Dopiero z czasem dochodzi do nas fakt, jak czytanie rozwija naszą wyobraźnię, a przede wszystkim uczy!

 Czytanie książek powinno być pasją. Staje się nią wtedy, kiedy odnajdziemy takie pozycje, które naprawdę nas zainteresują, mało tego wciągną....czasem do tego stopnia, że ktoś mówi, że danej książki nie przeczytał, a wręcz pochłonął!!

http://www.lubimye-czytac.pl/


Tak więc ja w LO nie za bardzo interesowałam się czytaniem,
Na studiach to się odmieniło, bo zaczęłam czytać coś, co bardziej mnie interesowało – niekoniecznie całe książki, czasem tylko krótkie lub dłuższe artykuły...ale związane z etnologią... Nie powiem, że wszystko było bardzo wciągające, bo np.. artykuły filozoficzne akurat mało mnie interesowały...Ale wiele tematów było naprawdę wartych uwagi :-D

No i czasami, w akademiku, tuż przed snem, kiedy nie chciało mi się nic robić...lubiłam poczytać coś „lekkiego”, co w jakimś stopniu dawało mi trochę do myślenia, poprawiało humor, nastawiało pozytywnie...itd. A były to książki, którymi „zaraziła” mnie moja Przyjaciółka, z którą mieszkałam w akademiku. Kinia była dla mnie swego rodzaju molem książkowym!! Ona nie czytała, ona „pochłaniała” i nie książki, a jak dla mnie – księgi!! Bo bardzo grube, takie konkretne! Więc jak ja widziałam „taką” księgę to od razu odchodziła mi chęć. No i tematyka też nie moja. Ale co? Nie chciałam być gorsza..!!.Kinia brała do ręki książkę, więc i ja  znajdywałam sobie tak jak napisałam coś „lekkiego”, ale jak dla mnie fajnego:-) i w większości były to książki także Kingi..

Więc jak chcecie możecie się teraz pośmiać, ale...
to wtedy miałam styczność z wieloma książkami Coelho...
zgłębiałam wiedzę o facetach z Marsa, i kobietach z Wenus...dowiadując się interesujących rzeczy, o których wcześniej bym nie pomyślała! Gdzieś po drodze...miałam styczność nawet z książkami o numerologii, astrologii, feng shui:-) Oczywiście historia Bridget Jones również. 
Ale niezłym odkryciem, który sprawił, że zaczęłam inaczej postrzegać świat i ludzi, i siebie przy okazji - była książka „Sekret”, którą napisała Rhonda Byrne:-) potem „Siła” tej samej autorki...i spostrzegłam, że bardzo interesują mnie tego typu książki... to swego rodzaju poradniki, które wnoszą „coś" dobrego...do naszego życia...dają nam pewnego rodzaju „kopa”, zachęcają do działania, i do pozytywnego postrzegania siebie i świata:-) Takie książki mają swego rodzaju pewną „moc”.
 A później...już po studiach powoli zaczęłam wynajdywać sobie takie swoje „perełki”...warte poczytania.
A do tego jeszcze w Z-nem otwarto 'Empik', więc stałam się - nie "stałą" - ale klientką:-)



Każdy z nas ma inne zainteresowania, inne pasje...
Są osoby, które lubią książki o tematyce historycznej... psychologicznej, niektórzy uwielbiają fantasy..., romanse, literaturę podróżniczą... itd. można tak wyliczać...
Przykładem może być chociażby Harry Potter...! Nigdy nie pociągały mnie takie książki, ale znam grono ludzi(!), którzy przeczytali wszystkie części!!

Każdemu kto sięga po książkę przyświeca jakiś cel.
Dla jednego to relaks, odskocznia od codzienności, dla innego to ogromna skarbnica wiedzy.
Sam fakt, że ktoś coś czyta jest moim zdaniem godny pochwalenia, szczególnie w dzisiejszych czasach...

Dzisiaj jest tak, że do szkół piszemy prace, wypracowania, itd. na kompie...
Często nie chce nam się ruszyć głową, by samemu coś wymyślić, więc wertujemy kto już takową pracę popełnił...Wszelkie błędy poprawia za nas komputer, podkreśla, itd. także sami nie musimy się wysilać, zastanawiać, czy dobrze napisane, czy źle??

Mało tego, kilka lat temu natrafiłam na artykuł, który opisywał jak to maturzyści, tuż przed maturą przynosili zaświadczenia o dysleksji, dysgrafii lub dysortografii, aby w ten sposób ułatwić sobie zdanie części humanistycznej. Artykuł traktował o tym, że właśnie należy zmienić co do tego przepisy. Bo faktycznie podobno 3 na 10 dzieci ma problemy z pisownią, ale takie przypadłości „wychodzą” już w szkole podstawowej, w klasie 4-6; a tu się okazało, że najczęściej zaświadczenia takie wydawane są wśród uczniów szkół średnich, najczęściej w ostatniej klasie, przed maturą...


A czytanie ma naprawdę wiele korzyści – i mam tu na myśli nie tylko książki, ale wszelkiego rodzaju artykuły, gazety, czasopisma...

Zalety czytania:
(książek, czasopism, artykułów...itd.)

poszerza zasób słownictwa, autorzy używają rozmaitych określeń, i nieświadomie przyswajasz pewne słowa;

poprawia umiejętność analitycznego myślenia, ogólnie książka zmusza Cię do ruszenia głową! Zaczynasz głębiej zastanawiać się nad różnymi rzeczami, mózg zaczyna aktywniej pracować;

poprawia też pamięć,

rozwija wyobraźnię – to nie film, w którym widzisz daną akcję, tak jak zaplanował ją sobie reżyser, czytając opisy scen w Twojej głowie rysuje się Twój własny obraz, wyobrażenie danej sytuacji, zdarzenia, i myślę, że ilu czytelników tej samej książki, tyle różnych wyobrażeń! 

http://www.lubimye-czytac.pl/


Sprawia, że jesteś bardziej kreatywny(-a), zaczynasz patrzeć na świat z szerszej perspektywy, co ważne...możesz inspirować się tym, co autor przekazuje, dzięki czemu stworzysz może własny pomysł, plan(!?)  Często jest tak, że wiele rzeczy można powiedzieć jest „podanych na tacy”, są tam gotowe rozwiązania, wystarczy tylko przenieść je na własny grunt;

odpręża, relaksuje, rozładowuje stres – to świetny sposób na odpoczynek po ciężkim dniu,
nie ma to jak wieczór tuż przed snem z dobrą książką,
zapominasz o problemach, o pracy, i na moment wkraczasz do innego świata:-)

podnosi kwalifikacje – zależy co czytasz:-)
jeśli czytasz książki związane w Twoją pracą, to jesteś na bieżąco, poszerzasz swoją wiedzę,
na pewno jesteś pracownikiem bardziej wartościowym, niż Twój kolega/koleżanka, którzy można powiedzieć „stoją w miejscu”

zasady pisowni „zapisują się” w Twojej głowie – bez względu na to, co czytasz...mózg zapamiętuje pisownię wyrazów i zwrotów, a Ty czasem nawet nie masz o tym pojęcia,
jak często czytasz to szybciej potrafisz wychwycić gdzieś błędy ortograficzne, i sam piszesz właściwie.

Powiem Wam, że chyba coś w tym jest... Co prawda w szkole podstawowej lubiłam dyktanda, jakoś ortografia nie sprawiała mi większego kłopotu...ale zgodzę się, że im więcej czytamy,  tym więcej trudnych słów zapamiętujemy. Pochwalę się Wam...bo nigdy nie miałam okazji...nikomu o tym powiedzieć...  Ale mieszkając jakiś czas w Wiedniu, którejś styczniowej niedzieli podczas parafialnych ogłoszeń usłyszałam, że organizowane jest Polonijne Dyktando w same Walentynki:-) Zadzwoniłam i zgłosiłam się. No i w dniu dyktanda, miałam chwilę zawahania...czy zgłoszenie się na nie było dobrym pomysłem? czy się stawić?...ale mój mąż stwierdził: co mi szkodzi... Pojechaliśmy...i  ku mojemu zdziwieniu i mojego męża......
zdobyłam II miejsce :-D
Także to nie jest tak, że siedziałam, uczyłam się trudnych słówek....ale poszłam „na żywioł”,
I wydaje mi się, że właśnie fakt, że od czasu do czasu „coś” czytam...sprawia, że ortografia, zasady pisowni niektórych słów jakoś zostają w głowie.


www.natablicy.pl
 Tak jak Wam napisałam – ja uwielbiam swego rodzaju „poradniki”...
To nie jest tak, że każda z pozycji jest stricte „poradnikiem” ale pozwoliłam je sobie tak „zaszufladkować” – bo są to książki, które wnoszą dobrą, pozytywna energię do mojego życia,
Kiedyś wspominałam, że prowadziłam działalność gospodarczą... Ale można powiedzieć, że z dnia na dzień wskoczyłam prosto na „najgłębszą wodę”, Co prawda nie utopiłam się, ale więcej do tej wody nie weszłam.
Dlaczego?? Bo się po prostu nie przygotowałam. I dziś żałuję, że wcześniej nie trafiłam na tego typu książki (czasopisma również), które teraz tak mnie wciągają:-) ...Piszą je osoby, które mają ogromne doświadczenie, same na własnych błędach doszły do celu, który chciały osiągnąć. 
W takich książkach/artykułach można znaleźć mnóstwo merytoryki. Zasady co do tego jak działalność zaplanować, zrobić wszelkie kosztorysy, biznesplany, jak zatrudniać ludzi, jak być dobrym pracownikiem/kierownikiem, na co zwracać uwagę, czego się wystrzegać, jak powadzić rekrutację, jak poradzić sobie z finansami, w jaki sposób się reklamować, i właściwie na każdy temat można znaleźć odpowiedź. Ale kilka lat temu nie pomyślałam, aby skorzystać z porad podanych na tacy!;)    
 ale...
z takich "lekcji" trzeba wyciągać wnioski, aby następnym razem nie popełniać tych samych błędów:-D 

Jest wiele wartościowych książek – wiadomo - dla każdego coś innego. Książka, która dla jednego będzie niczym encyklopedia wiedzy, niekoniecznie zainteresuje drugiego.


Myślę, że aby nie stać w miejscu, ale rozwijać się, musimy się ciągle uczyć, szkolić, czytać:-D
O ile jesteśmy ambitni! Nie każdy bowiem odczuwa taką potrzebę. Jeśli ktoś myśli o biznesie, o jakiejś działalności...jeśli chce się dobrze przygotować do pracy, działania,  to na pewno jak zgłębi wiedzę, to mu to nie zaszkodzi, wręcz przeciwnie! Z książek możemy się wiele nauczyć, znajdziemy tam właściwie wszystko.
Prawda jest taka, że to my sami jesteśmy kowalami własnego losu...więc chcąc cokolwiek zmienić, nie możemy siedzieć i narzekać,  ale zacząć działać:-)

 Ja czytając książkę – czytam z mazakiem neonowym w ręku! Nigdy w życiu nie pisałam po książkach!!
Teraz też nie piszę...ale zaznaczam(!) ważne dla mnie rzeczy, żeby potem nie szukać, nie wertować, a gdzie to było...?? jeśli akurat będę chciała do czegoś wrócić. Jak książka moja to nie widzę problemu:-)
.
Teraz mam mały...albo właściwie dłuższy urlop, więc mam duuuużo czasu, aby pomyśleć nad tym, co mnie interesuje, co z tym zrobić...czego już nie robić, itd... Dlatego podczytuję sobie od czasu do czasu ciekawe książki, poradniki, gazety...artykuły... Bardzo lubię „Pierwszy milion”:-) można znaleźć tam pomysły na biznes:-) poczytać o ludziach, którzy odważyli się spełnić swe marzenia, Ogólnie artykuły o tym jak ludzie doszli małymi krokami do sukcesu, A ile porażek ponieśli po drodze...?? Czasami ukazują się fajne artykuły np. pt. „od zera do milionera” :-D



Historie słynnych marek, jak np.: Bracia Koral – wiedzieliście, że bracia pochodzą z Nowego Sącza? I że pierwszą lodziarnię otwarli w...Limanowej?! Bo w Sączu były już dwie, i urzędnicy stwierdzili, że na trzecią nie ma już miejsca. Produkowali lody metodą chałupniczą i rozwozili w wielkich termosach...a dziś?? Koralowie goszczą na listach najbogatszych Polaków:-)



Albo Irena Eris??
Zaczynała od produkcji tylko jednego rodzaju kremu w zakładzie o wielkości 50m2, w którym była wcześniej piekarnia. Przygotowywała go w metalowym garnku, a następnie mieszała specjalnie przystosowana do tego celu...wiertarką:-) Następnie mąż rozwoził kremiki fiatem 126p. Nie było łatwo. Dopiero po ok. 3 latach firma zaczęła przynosić jakieś zyski... a dziś?? Firma przekształciła się w wielki kosmetyczny koncern znany nie tylko w Polsce, ale i na świecie:-)

                                                                                                                                  www.natemat.pl

Czy wiecie, że:
Max Factor – naprawdę nazywał się Maksymilian Faktorowicz i urodził się w Łodzi??
Pochodził z bardzo biednej rodziny, miał 9 rodzeństwa. Gdy był małym chłopcem matka zmarła, a on wieku 7 lat...podjął się pierwszej pracy, by pomóc ojcu w utrzymaniu rodziny. Dziś każdy zna markę Max Factor, ale zanim Max zasłynął z makijażu...przebył długą i niełatwą drogę. Ale przyświecało mu hasło: co cię nie zabije, to cię wzmocni, i dzięki szczęściu, uporowi i talentowi doszedł do sukcesu.
Był pomysłodawcą  pierwszych w historii: sztucznych rzęs; podkładu o płynnej konsystencji; kosmetyków wodoodpornych; jego wynalazkiem jest też pakowanie kosmetyków do plastikowych tubek; jest też autorem sloganu reklamowego „make-up”. Ale – co najlepsze - jego początki wcale nie były związane z makijażem i kosmetykami;-D



Takich historii można mnożyć.
Ale pokazują one, że początki nie zawsze są łatwe, ale nie znaczy to, że trzeba się zniechęcać, i rezygnować ze swoich marzeń, planów, celów.

Polecam Wam też rewelacyjny kanał – Time for Business TV – telewizja dla przedsiębiorczych kobiet i nie tylko – Ja obejrzałam chyba wszystkie odcinki, tak mi się wydaje, niektóre nawet nie jeden raz:-) 
A co najlepsze, jego autorka – pani Iza Makosz właśnie wydała książkę: „Gra o biznes”;
I mam ogromną nadzieję, że lada chwila, jakimś cudem ją zdobędę!!! Nie mogę się doczekać:-) Jak mi się uda zdobyć, przeczytać, to na pewno recenzja znajdzie się na blogu:-)


www.evenea.pl


Tak więc myślę, że od czasu do czasu warto sięgnąć po książkę.
Znajdźcie taką, która Was zainteresuje.
Ja - tak jak wcześniej napisałam czasem coś sobie podczytuję...ale nieregularnie,
jak trafię na fajną książkę to kilka dni...i przeczytana, 
czasem jak nie mam nic ciekawego pod ręką...to nic nie czytam;) 

Jakiś czas temu zastanawiałam się jak idzie czytanie tym, którzy przystąpili do akcji facebook'owej: 
pt."Przeczytam 52 książki w 2015 r", (czyli średnio wychodzi 1 książka na tydzień) kojarzycie coś takiego??? Było o tym dosyć głośno. Celem tej inicjatywy jest poszerzenie horyzontów, i pokazanie, że w Polsce jednak się czyta!! Przystąpiło do akcji 102 tys. osób:-) ciekawe ile osób wywiązuje się z tego postanowienia? 

Co jak co...ale mnie aż tak to czytanie nie pochłania:-D


***

Ale się rozpisałam...
Chyba aż za bardzo.
 Ciekawi mnie co Wy sądzicie o czytaniu??
Czytacie...???
Jeśli tak, to co najchętniej??
 Jeśli macie tylko ochotę to podzielcie się opinią na temat czytania, ...książek;
chętnie poznam Wasze upodobania:-)

Pozdrawiam,
Ewka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

*