niedziela, 23 października 2016

Mniej spiny, więcej luzu...czyli uroki macierzyństwa i organizacja czasu

Witam Was bardzo serdecznie:-)

Listopad już za moment, ani nie wiem kiedy to zleciało. Za chwilę będą prawie 2 m-ce jak nic nie piszę i muszę Wam powiedzieć, że naprawdę stęskniłam się trochę za tym. I to nie tak, że przez ten okres porzuciłam bloga całkowicie, bo zerkam tu właściwie codziennie, po prostu nie mogłam się zmobilizować, czyniłam kilka podejść do pisania, ale ostatecznie...skończyło się na niczym. Ponadto miałam takie odczucie, że mój ostatni post "blogowo-urlopowo" jakoś mnie usprawiedliwia z tego nie-pisania, ale ostatnio powiedziałam sobie, że muszę nareszcie COŚ wymyślić, tak ułożyć sobie dzień, by znaleźć czas dla siebie, czas na coś, co mnie odpręża, inspiruje, i jakby to ująć "ładuje baterie" na resztę dnia czy nawet tygodnia, a jedną z takich rzeczy jest właśnie blogowanie:-) Od razu powiem, że zapowiada się chyba najdłuższy post jaki udało mi się napisać odkąd zaczęłam przygodę z blogowaniem:-) Ale nie martw się, to taki pierwszy i ostatni w tym temacie. Tak więc jeśli w jakimś stopniu interesuje Cię temat pieluch, nieprzespanych nocek, frustracji a jednocześnie ogromnego szczęścia jakie towarzyszy MACIERZYŃSTWU - to proponuję: zrób sobie kawkę i zapraszam do czytania.

uroki macierzyństwa, blaski i cienie macierzynstwa


Macierzyństwo to piękny dar od Boga. To wielkie szczęście, ale i ogromne pasmo wyzwań, niemało nerwów, stresów itd. Ciężko się na nie przygotować, dlatego odnalezienie się w nowej roli jednej z nas przychodzi szybko i lekko, inna musi trochę dojrzeć do tematu. Chciałabym Wam opowiedzieć jak wygląda ono z mojego punktu widzenia, takie codzienne blaski  i cienie tego niesamowitego okresu.

źródło:http://www.blasty.pl/6785/uroki-macierzynstwa

Przed narodzinami
Moje koleżanki kiedy dowiedziały się, że spodziewam się dziecka często mówiły mi "Wyśpij się, bo potem już nie będzie spania", ale, że jak? w ogóle? więc tak mi często pobrzmiewało "wyśpij się", "wyśpij się" to tu to tam. Trochę mnie to bawiło, bo to tak jakby Ci ktoś powiedział: Najedz się dobrze! bo potem nie będziesz mieć czasu. I co, pojesz sobie dziś do syta, i co jutro/pojutrze nie będziesz głodna? Pewnie, że będziesz, może jeszcze bardziej, bo jak tak sobie rozciągniesz żołądek to będziesz chcieć jeszcze więcej . Ze spaniem też tak trochę jest, zacznij spać całymi dniami, to jak urodzisz dziecko i nagle zostaniesz postawiona w nocy do pionu, to dopiero będzie wieczne "zoombie" i rozczarowanie. Także może lepiej zacząć zamieniać się z sowy w skowronka...jeśli ten błogi stan wkrótce przed Tobą:-)

Ciąża to nie choroba
Pewnie, że nie. Ale jeśli nie chcesz się narażać, to jednak lepiej dla Ciebie, aby nic Ci nie doskwierało. Byłam już prawie w 4.mcu, kiedy mój pracodawca powiedział, że jak będę na kolejnej wizycie u dr to abym wzięła sobie zwolnienie, bo tu trzeba dźwigać ciężkie towary, i tak będzie lepiej, Nie, nie pracowałam na budowie, i nie nosiłam worków z cementem, ale w Rossmannie. Dostałam zwolnienie, po które musiałam chodzić  regularnie co 2 tyg. i zanosić do pracy. Któregoś razu jednak kiedy moja lekarka była na urlopie zastępowała ja inna. Kiedy usłyszała hasło 'zwolnienie" to z marszu: "Co?? Nie chce się pani pracować??? Ciąża przecież nie choroba!" A ja grzecznie, że nie to, że mi się nie chce...tylko w pracy stwierdzili, że to już czas (ble ble..) "Co?? To gdzież to pani pracuje i co to za pracodawca?? Pracodawca taką pani powinien robotę znaleźć, którą może pani wykonywać!" Ostatecznie wypisała komentując: "Ma pani szczęście, że panią coś tam  kłuje i ma pani te bóle migrenowe, bo gdyby nie to, to bym na pewno nie wypisała".
  
Ale to nie tylko lekarze - każdy oczekuje czegoś innego:-) jak pracujesz do 9.mca, to powiedzą, że tyrasz i nie dbasz o maleńswo, jak jesteś na zwolnieniu to pewnie leniwa i nie chce Ci się robić. Są różne dziewczyny i różne perypetie. Jeśli masz za sobą niemiłe wspomnienia związane z poronieniem (a ile razy się zdarza) to masz w nosie robotę, kiedy ważniejsze jest dla Ciebie Twoje zdrowie. "A bo ciotka Gienia to w 9mcu jeszcze w ogródku kopała i przy sianie robiła", to dobrze, ale czy Ty jesteś albo wyglądasz jak ciotka Gienia? Raczej nie, więc przestań się przejmować. 



Kiedyś wpadli do mnie dawno niewidziani znajomi kiedy byłam jakoś w 8mcu, i mąż koleżanki rzucił: "Myślałem, że Ty to już będziesz taka słonica, a Ty widzę biegasz jak sarenka" (jest komplement, co????) No takie życie. Ale nie wiem czy to tylko moje takie odczucie, ale wydaje mi się, że inaczej trochę podchodzą do tematu kobiety z miasta, a inaczej ze wsi. Nie zrozumcie mnie źle, bo ciężko mi to odpowiednio ująć, chodzi mi o to, że kobiety na wsi jakby mniej myślą o sobie, musi im już porządnie coś doskwierać, aby zrezygnować np.z pracy, więc ciąża ciążą...ale nie  wrzucają wcale na wolniejszy bieg, tylko dopóki zdrowie dopisuje i się da, to niekoniecznie mają jakąś specjalną "ulgę", wynika to często też z wychowania i różnych stereotypów. 

Ciąża to dość dobry temat do rozmów, plotek, bo wiele jest niewiadomych do rozwikłania. I to od samego początku, a ciekawe ile przytyje? a jak wygląda? wyładniała czy zbrzydła? będzie chłopiec czy dziewczynka? a do jakiego lekarza? a mdłości? a jakie imię? i tak można wyliczać... Ja jakoś nie umiałam (czy nie chciałam ) celebrować tego błogosławionego stanu. Właściwie nigdzie zbytnio nie wędrowałam jak nie musiałam, a już na pewno nie spotkalibyście mnie na basenie, czy tym podobnych miejscach. Stroje, które nosiłam nigdy nie były opięte, by podkreślić brzuszek, tylko luźne, dlatego nie raz ktoś był zdziwiony, kiedy słyszał, że lada chwila mam rodzić, a sądził, że to 6-7 m-c. Kiedyś koleżanka proponowała mi sesję "z brzuszkiem", takie dosyć modne w ostatnich latach. Ale naprawdę nie dla mnie. A zdjęcie z usg na fb? Nigdy w życiu. Powiedziałabym, że jestem pod tym względem może i staroświecka, choć niektórzy powiedzą, że raczej zacofana. Niemniej jednak taka już moja natura. Wynika to chyba ze strachu przed tym, aby....nie zapeszyć? Co nie znaczy też, że jestem przesądna do tego stopnia, że nie kupiłam wyprawki przed porodem - kupiłam:-)

Temat macierzyństwa, a blog
 Zanim urodziłam pierwszą córkę mój szwagier (który sam prowadzi bloga), powiedział mi wtedy, że tylko czekać, jak urodzę to zobaczę jak blog pójdzie w innym kierunku, zacznę pisać o dzieciach, macierzyństwie, wychowaniu itd. Na co ja stwierdziłam - na pewno nie - i faktycznie, podtrzymuję to, co powiedziałam, a dzisiejsze moje wywody to powiedzmy gościnny wpis i temat:-) Nie chcę pisać konkretnie o wychowaniu, dbaniu, karmieniu, pielęgnacji bo jest wiele rewelacyjnych blogów, które poruszają ten temat dogłębnie, które zresztą niebawem Wam polecę, bo sama czasami je podczytuję. Ale takie tematy jak moda, szycie dla dzieci, zabawy dziecięce itp. dlaczego nie? coś w tym rodzaju to pewnie się pojawi:-)

Dlaczego to nie temat dla mnie?
Bo to temat rzeka, ile matek, tyle najprawdziwszych prawd, a ja nie czuję się specjalistą w tej dziedzinie. Choć nikt nie powiedział, że dopiero przy 3cim, czy 4tym dziecku człowiek staje się ekspertem:-) Poza tym są rzeczy, które mnie nawet irytują na co dzień, czasami nie chce mi się o pewnych rzeczach słuchać, a co dopiero pisać:-) ale może dam jakieś przykłady, one najbardziej to zobrazują.

"Ja wiem najlepiej"
Kilka dni temu na jakimś forum (już nie pamiętam) pewna dziewczyna chciała się doradzić już doświadczonych matek, które temat mają już za sobą i zadała krótkie pytanie odnośnie planowanego zakupu - "co jest lepsze dla dziecka: bujaczek czy mata edukacyjna?". Słuchajcie, masakra!! Ale się posypało komentarzy, początkowo albo za jednym, albo za drugim, jednak chwile później jak zaczęły matki wyliczać" bo moje dziecko na macie  obracało się od 2. m-ca z pleców na brzuszek", a następna, że jej to zaś robiło to i tamto, zaczęły się przegadywać między sobą, wbijać sobie zęby jedna drugiej, to aż nie mogłam uwierzyć. Pomyślałam sobie - chyba zapomnieli o pytaniu i pytającej, i  ciekawe na co zdecydowała i czy odpowiedź ją usatysfakcjonowała:-) Z drugiej strony, dobrze, że dyskusja na forum, przecież jakby się takie grono spotkało na ulicy, to by sobie chyba do gardeł skoczyły:-D
Co tu dużo mówić, i po co się przegadywać? Każde dziecko jest inne, to nie chodzące zaprogramowane roboty, które równo z 3. m-cem zaczną trzymać główkę, a jak jutro ma wybić 6. m-c to pewnie elegancko zasiądą przed tv z pilotem, bo już będą przecież umieć siedzieć. No niestety. Dlatego ja nikogo nie pouczam, wręcz przeciwnie sama czasami wpadam na blogi dotyczące rodzicielstwa, a jak coś to zawsze mogę zapytać Mamę.

Spowiedź
Kolejna rzecz, której nie lubię, to pytania jak na spowiedzi. Wiadomo że każda z nas ma grono koleżanek, o nie - może nie grono, kilka bliskich, z którymi nadajecie powiedzmy na jednych falach, i które też mają dzieci, i wymieniacie się z nimi poglądami, postępami dzieci itp. Taka codzienność. Ale jest to na zasadzie pogawędki przy kawie, herbatce, na spacerze...Ale zdarzyło wam się kiedyś napotkać na kogoś kto tylko Was pytał: "A co Twoja? Już chodzi? Macie już zęby? Bo moja ostatnio otwiera buzię, a tam dwa ząbki! A co jej dajesz jeść, bo my już jemy kotleta! My już sikamy na nocnik, Wy też?"
Ty sobie myślisz - Nie, moja s.. już do kibla, robi fikołki i recytuje wierszyki z uśmiechem na twarzy. Oczywiście tego nie mówisz (a szkoda czasami), ale swoją drogą myślisz, że Twoja nie to że nie sika na nocnik, Twoja nie wie co to nocnik, bo go jeszcze nie zakupiłaś, temat zębów przyprawia Cię o ból głowy, bo nie ma ani jednego, który wyszedłby cichaczem robiąc niespodziankę, wręcz przeciwnie. Powiem tyle, nie lubię takich wyliczanek, wyścigów, bo moim zdaniem do niczego to nie prowadzi:-) a co za tym idzie, jestem zmęczona takim towarzystwem i mówię "good bye":-)

Rozrywki
Prawdę mówiąc, odkąd zostałam Mamą, to moją rozrywką w ostatnim czasie oprócz wyjścia z dziećmi na spacer (co i tak jest teraz wyzwaniem), czy wizyty u lekarza to jest to wypad na zakupy - nie!, nie myślcie - nie chodzenie 2 godz po sklepach z ciuchami itp, - ale wypad do pobliskiego Lewiatana, ewentualnie Biedronki raz na jakiś czas. Śmieszne, co? A jednak prawdziwe:-) mało tego, teraz staram się robić to i tak częściej. Mąż wracając z pracy codziennie mija Biedronkę, także dostaję sms: "Co kupić?" wysyłam listę i tak to wygląda. Ale w końcu "przerobiliśmy" ten temat i doszliśmy do wniosku, że jak ja nie zacznę gdzieś wychodzić, do ludzi, "wietrzyć" głowę, to chyba zwariuję. I nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że te dzieci są takie straszne, że potrzebuję uciec na chwilę od nich z domu. Powiedziałabym, że temat jest bardziej złożony. Nie poruszę tu wszystkich aspektów, ale może kilka.

Introwertyk, czy ekstrawertyk?
Jednym z nich jest fakt, jak nasze życie wyglądało przed pojawieniem się w nim dzieci. Jeśli jesteś typem ekstrawertyka (jak ja) jesteś raczej osobą towarzyską, aktywną, łatwo nawiązujesz znajomości, angażowałaś się to tu to tam, pracowałaś między ludźmi, to kiedy nagle zostajesz w domu, masz wrażenie, że jesteś trochę jakby "uwiązana", tylko dom i dzieci i obowiązki, nie masz: czasu, pojazdu, możliwości, opieki do dzieci, by np. wyjść i spotkać się z koleżankami na kawie itp. Zaś jeśli bliżej Ci do typu introwertyka nie znaczy, że Tobie nie należy się "wyjściowe" i nie chce Ci się mieć chwili wytchnienia? Tobie może nie marzy się wypad na miasto, pogaduchy, ale godzinka luzu spędzona z książką, czy na rozwijaniu innych swoich pasji na pewno.

Umieć cieszyć się wyjściem
Upłynęło sporo czasu, bo ponad rok i dopiero TERAZ zaczynam cieszyć się wyjściem choćby do sklepu  - zaczynam świadomie wykorzystywać ten czas ! Co to znaczy? To, że wcześniej jak wyskoczyłam na zakupy to zawsze były to szybkie zakupy, nigdy nie dałam sobie luzu, aby na spokojnie pochodzić sobie po sklepie, zawsze kartka, lista, realizacja i wypad. Raz na 3 tyg kiedy jechałam na wizytę do lekarza to dzień wcześniej planowałam, że skoro będę już w Z-nem to przy okazji załatwię sobie to, to i to. Jak wyszło? Otóż wizyta przeciągła się o dobrą godzinę, w moim mniemaniu tą, w której załatwiłabym wszystko więc sruu...do auta i gdzie? do domu!! żeby już zaraz zwolnić mamę albo teściową, bo one przecież też mają swoje obowiązki. Kiedy dziś tak o tym myślę, to nasuwa mi się określenie "walnięta". Ale naprawdę tak wtedy myślałam i tak robiłam.  

Nie jesteś niezastąpiona, świat się nie zawali  
Do pewnego czasu myślałam zupełnie inaczej. Poprzez to ominęłam dwa zaproszenia z pracy i spotkanie klasowe. I nie mówię tu o wypadzie na imprezę do rana? Nie, elegancka uroczysta kolacja! Wydawało mi się, że skoro ja jestem z dziećmi od rana do wieczora to ja wiem najlepiej co im trzeba, jak płaczą to mama utuli, ucałuje, zrobi to najlepiej na świecie. Więc odnośnie mojego wypadu: szybko skalkulowałam, że na dojazd potrzebuję 30 min, w dwie strony to już samymi drogami godzina, a zanim siądę, pogadam to godzina minie w mig, więc przydałoby się 1,5 czy 2 i co? zrobiły mi się 3 godz i od razu obraz w głowie co może się wydarzyć przez te 3 godz. I nie tak, że mąż powiedział: nie idź, mąż zapytał: na pewno nie chcesz iść? A ja z jednej strony marzyłam żeby iść spotkać się z ludźmi, których tak długo nie widziałam, jednak z drugiej strony głośny głos w głowie: "zostawisz dzieci? a jak będą płakać, kolka, zęby itd".

Tata też potrafi
A jednak okazuje się, że tata w tej kwestii też jest tak samo powiedzmy kompetentny, tylko my nie zawsze dajemy mu pole do popisu. Mało tego, czasami okazuje się, że moje dzieci przy tacie są nawet bardziej grzeczne, itd. A jak ja się pojawiam w drzwiach od razu płacz i nie wiadomo co. W pewnych kwestiach tata może się sprawdzić lepiej niż mama, jest bardziej konsekwentny itd. Przykładem jest u nas usypianie - przy mnie moja córka to zasnęłaby chyba o 23, bo ani myśli o spaniu, będzie skrzętna itd, ale nie ma spania. Ale jak tylko znikam z oczu, idę do drugiego pokoju, Tata powie: "idziemy śpinkać" i mija kilka minut i dziecko zasypia. Poza tym tata bawi się inaczej niż mama, pokaże dziecku świat z innej strony, nauczy, że z łóżka można zejść inaczej niż skacząc na główkę, i wiele innych, ale im dziecko starsze tym tata będzie odważniejszy w tej kwestii.   

Niezastąpiona?.....no może czasami :-)
Zdarzyła Ci się kiedyś sytuacja, że nagle zapanował jakiś wirus czy nie wiadomo co, w każdym bądź razie wszyscy się rozchorowaliście - Ty, mąż i dzieci? I co wtedy? Niech zgadnę: mama albo teściowa w tym czasie zaopiekowała się Wami, a Wy: ...syropik, herbatka z z soczkiem malinowym i pod ciepłą kołderkę. Nie? Nie tak? a jak? Może druga wersja? Mąż w swoim łożu, dziecko w swoim, a Ty-matko-twardzielko?: "Co,ja? jaka choroba? e, nie!" I garść gripexów i innych cudów, i nie dopuszczasz myśli o jakimś chorowaniu, leżenie to nawet przez myśl Ci nie przeszło, bo jak? Kto się zajmie dzieckiem? A mąż? Nie dość, że chory, to masz wrażenie, że jest w najcięższym stadium! Pamiętacie taką reklamę: "Mamy nie biorą zwolnienia"? odkąd zostałam Mamą, to ta reklama przemawia do mnie jak nigdy, taka prawdziwa! 5ka dla tego, co ją wymyślił. Kto nie pamięta
to proszę - obejrzyjcie:-)



Reklama dźwignią handlu
Skoro już wspomniałam o reklamie, to to jest następna rzecz, nad którą kiedyś też się zastanawiałam. Reklamy, takie zachęcające, ciepłe, piękne, wszystko pachnące fiołkami, ostatnio leci co chwila "Kup pieluszki Tużur (toujours)", dla milusiej, pachnącej pupci niemowlaczka...A rzeczywistość?? Pachniało fiołkami, ale do czasu. Przyszedł taki dzień, że jak otwarłaś pampersa - to jak w tym skeczu Abelarda Gizy - miałaś wrażenie, że "świat zwolnił". Wtedy raczej masz przed oczami hasło reklamowe "Walnij kloca z Tużurem i zobacz ile wytrzyma". Oczywiście pisze to tak z żartem, ale tak jest. Apropo...Miałaś kiedyś wrażenie dźwigając pampersa, że jakbyś nim rzuciła to byś zabiła? Ja tak, haha:-) p.s: żeby była jasność: i wcale nie dlatego, że nie zmieniałaś pieluchy od 5 godzin!

Dziecko rok po roku 
Bez względu na to, ile masz dzieci, to jak są malutkie doskwiera zmęczenie. Moje córki mają 14 m-cy i 2 m-ce. Niektórzy mi mówią, że "oh, przerąbane", choć mnie się wydaje, że to dopiero przede mną:-)  póki jedna córka jeszcze nie chodzi to jest całkiem, całkiem, jak zaczną wędrować obie, to dopiero będzie meksyk! Już mam oczy wkoło głowy, za każdym razem myślę, co gdzie leży, gdzie co odkładam, bo moja starsza córka jak wyruszy na spacer po domu, to niechbym tylko zapomniała zamknąć kufer kosmetyczny, czy dorwałaby się do szuflad, to mogę liczyć na córkę w pełnym makijażu, gotową do wyjścia:-) Już nie mówiąc o tym, że spróbuje wszystkiego, co tylko znajdzie na podłodze.

Ale czy ja mam gorzej od mamy, która też ma tez niemowlaczka i  np. 2-latka? Wydaje mi się, że chyba nie. Wiele zależy od nas, naszego podejścia. Są plusy i minusy. Moja starsza córka nie zdaje sobie jeszcze tak bardzo sprawy, że ta mała istotka to siostra, widać, że cieszy się na jej widok, często zrobi "ciaci ciaci po głowie", ale chwila mojej nieuwagi i równie dobrze może jej wsadzić palec do oka! Zazdrość też się pojawia, dlatego jak karmię młodszą to robię to w innym pokoju, bo starsza też chce wtedy na kolanka i jest płacz, także takie sprawy to kwestia odpowiedniej organizacji. Z drugiej strony 2-latek jest może bardziej "rozumny", ma taki odruch opiekuńczy, ale też mi się gdzieś obiło o uszy o "buncie 2 latka"? Ciężko mi mówić, bo to przede mną. W każdym bądź razie kiedy miała na świat przyjść druga córka to wiedziałam, że lekko nie będzie, ale przynajmniej mając już córkę wiedziałam mniej więcej czego mogę się spodziewać, ale co ma powiedzieć dziewczyna, która w pierwszej ciąży spodziewa się bliźniaków?? To dopiero wyzwanie. Także czasami mówię sobie na pocieszenie: że są tacy, co mają gorzej, więc nie mam co narzekać.

Rok, po roku, oo..czyli..500+ działa?
Któregoś razu wybrałam się z dziećmi na spacer i postanowiłam wskoczyć do sklepu. Ale przecież nie zostawię dwójki dzieci przed sklepem! Drzwi akurat na szerokość mojego "wozu"(bliźniaczego), więc pcham się powoli... Zaraz za plecami pojawił się kolejny klient i pyta z marszu: "Co...zmieści się Pani ten tysiąc czy nie bardzo?". Niby żart, uśmiechnęłam się nawet, ale tak mnie zatkało, że cięta riposta nie pofrunęła:-) Czasem odpowiadam: No pewnie, gdyby nie 500+ to w ogóle nie zdecydowalibyśmy się na dzieci. A swoją drogą, skoro ustawa świeża, dopiero co weszła w życie to skąd tyle tych dzieci na tym świecie? :-D

Kolka, ząbkowanie, itp...
Nic przyjemnego. Ale nim jeszcze dziecko przyjdzie na świat, wiesz dobrze, że może to nadejść. Może - bo niektóre dzieci nie mają kolki, i ząbki wychodzą na spokojnie. Ale nie zawsze. Ja wiem co to kolka, a jeszcze lepiej ząbkowanie - dla mnie masakra - a co dopiero dla dziecka? Często myślimy, ale dziecko płacze i płacze, wydziera się, a nie skupiamy się na bólu. Bolał Cie kiedyś ząb tak porządnie? Mnie bolał. Jak się czułam? Najchętniej strzeliłabym sobie w łeb z bólu! Więc kiedy Twoje nerwy sięgają zenitu to postaw się na miejscu tego małego dzieciątka. Nie dasz mu ketanolu przecież, a syropik zadziała za pół godz! Przytul, ucałuj, jak trzeba to ponoś! A przede wszystkim myśl o tym, że kolka kiedyś minie i zęby też w końcu wyjdą


Życie małżeńskie

żródło:http://demotywatory.pl/user/Keeny/ulubione/page/3

To też trochę żartem, ale coś w tym jest. I to już na naszej głowie - nie tylko Twojej, ale i męża, aby nie zaniedbywać tej sfery, bo niestety ale potem odbija się to na innych sferach .Trzeba dbać o siebie wzajemnie, bo jak dzieci pojawią się na świecie to tak naprawdę wszystko kręci się tylko wokół nich. Zapominamy o sobie. A bardzo potrzebne jest ciepłe słowo, otucha, przytulenie, znalezienie w ciągu dnia chwili dla was dwojga, pokazanie, że wciąż zależy nam na tej drugiej osobie, nadal nam się podoba, takie drobnostki - tu całus, tam całus, ale przede wszystkim co ważne ROZMOWA. Nie ma nic gorszego niż tłumienie w sobie emocji przez dłuższy czas, bo potem wystarczy maluśka iskierka i zadyma na całego!
A swoją drogą...czasami chciałoby się znowu wyskoczyć na randkę z mężem, jak za dawnych lat, ale póki co - cóż, żyjesz wspomnieniami, haha:-D

Kto z kim śpi?


źródło:http://www.bliskodziecka.com.pl/metody-uspokajania-niemowlat-zasada-pierwsza-spowijanie/
Nie, nie będzie o zdradzie. Co prawda miałam o tym nie pisać, ale coś mi się zdaje, że ten temat rodzi spory nie tylko u mnie. Znowu przykłady. Kiedy nasza córka zaczęła ząbkować to nie było łatwo, zdarzało się kilka godzin wyjętych z takiej nocki  i co - po czasie mąż zaczął spać w osobnym pokoju, ponieważ stwierdziliśmy, że tak będzie lepiej, bo wstaje 5.30 i w pracy 10h na nogach, to wypada, aby był w miarę wypoczęty. Oczywiście usłyszałam potem od innych: "A co? Ty nie jesteś zmęczona?" Oczywiście każdy ma swoje racje, ale my godzimy się na to i owo. Ja tłumaczę sobie, że jakby nie było to jestem w domu i w najgorszym wypadku jakoś dam sobie radę, do kogoś zadzwonię albo wypije 3cią kawę:-D a pracodawcę raczej nie interesuje jak powiesz, że dziś jesteś mniej wydajny, bo nie spałeś pół nocy. Oczywiście nie każdy potrafi dziś to zrozumieć, sama się często zastanawiam, czy takie czasy nastały, czy tacy my jesteśmy jacyś inni, słabsi, a może wygodni? Ile razy słyszałam, że nie raz ludzie mieli po 5 dzieci i spali w jednym pokoju i jakoś dawali radę. Może nie mieli wyjścia? Nikogo nie chcę usprawiedliwiać, ale chciałam tylko zasygnalizować, że i w takim temacie rodzą się czasami spięcia:-) Teraz mamy podział, mamy dwie córki, i aby każdy mógł w miarę skorzystać z nocy jak najwięcej to nadal śpimy osobno, w innych pokojach - jeden ze starszą, drugi z młodszą:-) haha:-)

24/h na chodzie
Nie chodzi o to, że jesteś na nogach 24h i nie śpisz. Ale gdy tylko dziecko pojawi się na świecie nigdy już nie wyłączy Ci się myślenie o nim. Czy będziesz na zakupach, w pracy, w kościele, u lekarza zawsze zaświta myśl - ciekawe co moje dziecko aktualnie robi:-) tak już będzie zawsze.
Mam np. takie wrażenie jak jestem w domu, że człowiek cały czas jest jakby "na obrotach", głowa nonstop skupiona na dzieciach, gdzie są, co robią, kiedy jedzenie, zmiana pieluch, itd. Do tego dochodzą obowiązki domowe: głównie pranie, sprzątanie, gotowanie. Najgorsze jest to, że chcemy wyrobić się ze wszystkim, aby było zrobione, może jeszcze do tego na czas. Zauważyłam, że ja robię wiele rzeczy automatycznie, nie rozkminiam, że ale mi się nie chce, o znowu obiad trzeba zrobić, ale jest mi ciężko i źle, i płaczę po kątach, nie - po prostu robię po kolei, nie zagłębiając się w to.

http://kobiecegadzety.pl/32979,dzien-z-zycia-mamy-jak-jest-


Daj upust emocjom



Każdej z nas przytrafi się (prędzej czy później) i gorszy dzień. Mnie też. Szczególnie jak leci dzień za dniem, tu coś ważnego, tam coś ważnego, tu dzieci chore, przeziębione, tu Ci się coś rozwali, tam zawali, i czasami w ciągu dnia nie masz czasu na słabości, ale w końcu przychodzi taki (w moim przypadku) wieczór, kiedy coś pęka, i musisz dać upust nagromadzonym od kilku dni emocjom. Więc nie udaję, że jestem ta matka-twardzielka, tylko normalnie w świecie muszę się wypłakać! Od razu mi lepiej!! Ale zauważyłam, że tak jest kiedy czujemy, że jesteśmy przytłoczone tym wszystkim same i "uwiązane" w domu, bo kiedy wraz z partnerem znajdziecie jakiś przepis na to, abyś Ty mogła mieć dla siebie czas/chwilę, by głowa odpoczęła, to zobaczysz, że trudy dnia staną się mniejsze niż na początku.

Czasami poproś męża o pomoc
To my same narzucamy sobie wiele obowiązków naraz. Chcemy, aby wszystko było zrobione, posprzątane, ugotowane, dzieci oporządzone, ale nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem.
Mało tego, często plan wali się już na samym początku, bo wyjdzie coś niespodziewanego.
Więc wracając do organizacji życia/dnia przy dzieciach to trzeba w tej kwestii umieć wrzucić  trochę na luz i zrozumieć, że nie da się zrobić wszystkiego na raz. Po drugie to nie jest też  tak, że facet zarabia pieniądze, a wszystkie obowiązki domowe są tylko na Twojej głowie. (Ale ten temat też trzeba sobie przegadać z mężem) Mój mąż nie gotuje, nie pierze, ale jak trzeba to poodkurza, pozmywa, czy zrobi coś o co go poproszę. Ważne - trzeba mu o tym powiedzieć, bo sam się nie domyśli. Przykładowo mąż wrócił z pracy, pije kawę, Ty zmywasz gary i mówisz sobie głośno jakby sama do siebie(!)..."O matko! muszę jeszcze poodkurzać, zawiesić pranie, umyć łazienkę...."(oczywiście wzdychając). Chłop pomyśli: musisz, to musisz, skoro taki plan sobie założyłaś, ale to Ty, a nie on. Więc nie wpadnie na pomysł: oj żono szalejesz, daj spokój, zaraz polecę i poodkurzam! Ale jak powiesz - czy mógłbyś mi Kochanie pomóc i pozmywałbyś naczynia? bo ja w tym czasie zrobiłabym to czy tamto, i będzie szybciej, bo przykładowo jutro spodziewasz się gości. Tego też się ciągle uczę, często mi się wydaje, że facet powinien się domyślić, albo wręcz przeciwnie, że wcale nie powinnam go o to prosić - ale wcale tak nie jest, on chętnie Ci pomoże jak tylko będzie wiedział w czym, bo w tym wszystkim nie jesteś sama tylko tworzycie team:-)

Przy okazji męża, pracy, zmęczenia - taki paradoks - mąż mówi, jaki miał ciężki dzień w pracy, że zmęczony itp. (w pracy się pracuje) a Tobie przeszło przez myśl, że gdybyś mogła Ty pójść do pracy, to masz wrażenie, że tam byś chyba odpoczęła"? Dziwne, nie?  

Jak masz czas zerknij też na wpis: pt. NIE PROŚ męża o pomoc! KLIK

Zaplanuj co zrobisz - konkretne czynności - nie wszystko na raz
Mój dzień zaczyna się zwykle o 6, bez względu na to ile razy w nocy muszę wstać. Później przez prawie przez ponad 10h jestem sama z dziećmi. Do południa staram się w miarę (na ile mogę i mam ochotę) ogarnąć dom i zrobić obiad. I to nie tak, że codziennie sprzątam łazienkę, odkurzam, robię pranie, gotuję, itd. Na początku tak chciałam, ale szybko spostrzegłam, że tak się nie da, idzie się wykończyć, i ogólnie nie ma sensu.

Dlatego każdy dzień (w zależności jaki mam plan, co chcę robić) poświęcam sobie na coś innego. Jak myję podłogę to nie na 2óch piętrach, ale na jednym.  Jak odkurzam na dole, to niekoniecznie od razu też na górze. Jak składam ubrania w szafkach to we wszystkich, ale wtedy robię to, a inne rzeczy idą na dalszy plan. Jak jest super pogoda to mam 5x większą wenę do pracy, wtedy lecą ze 3 prania.

Gotowanie:Obiad - najlepiej coś jednogarnkowego, szybkiego, najlepiej na 2 dni.  Jak gotuje zupę, to nie ma drugiego dania, jak jest drugie to nie ma zupy:-) Często robię gar bigosu, łazanek, fasolki, gulaszu itp. Ale wtedy albo co nieco przygotowuje sobie dzień wcześniej, kiedy mąż zajmuje się dziećmi, albo gotuję rano, do południa, kiedy przynajmniej jedna śpi, często wiąże się to z bieganiem 3x góra-dół (bo żeby było ciekawiej to kuchnie mam na dole, dzieci na górze, i podczas gotowania mam włączoną elektryczną niańkę, więc jak płacz to muszę zobaczyć co się dzieje, więc w te i we wte). Jak jesteśmy na trasie z N.Targu do domu to kupujemy jedzenie w "Leklerku" i wtedy nie gotuję. A sporadycznie trafi się i dzień kiedy po prostu nie mam siły, mam wszystko w d... i dzwonię i zamawiam obiad/sałatkę z pizzerii, którą mam niedaleko. Wieczory wiadomo...kąpiel itp. Chodzę spać ok.21, także choćby wtedy szedł najlepszy film, program itp. to nie ma mocnych, padam jak mucha.


źródło: http://matkatylkojedna.pl/jak-szybko-posprzatac-w-domu/

Masz minutkę to zerknij: ja się uśmiałam!!! KLIK

"Masz tę moc, masz tę moc"
Kiedyś koleżanka zapytała mnie, czy to prawda, że jak kobieta urodzi dziecko to ma jakby więcej siły na pracę, opiekę nad dzieckiem, na te wszystkie czekające na nią wyzwania, itp. itd.? Nie wiem co wy myślicie, ale wtedy tak się przez moment zastanowiłam, i faktycznie coś w tym jest. Ma się jakiegoś wewnętrznego powera, który mimo nie do końca przespanej nocy, mimo trudu, daję siłę na każdy dzień, że wstajesz, i zapominasz, że w nocy 3h nie spałaś, robisz kawę i ani się nie spostrzeżesz jak minie Ci dzień.  Siła, siłą...ale myślę, że tym powerem jest właśnie to dziecko! Wszystko to robisz dla niego, i mimo gorszych chwil ta mała istotka napawa Cię entuzjazmem, a najsłodszy na świecie uśmiech, te malutkie rączusie i nóżki...pokazuja Ci, że musisz byc silna, by wychowac tego małego człowieczka na dorosłego, pewnego siebie człowieka.

Robota nie zając, nie ucieknie
Dzisiaj łatwiej mi o tym pisać, bo temat obowiązków domowych i tego, że nie mam czasu na wszystko "przerabiałam" (co ważne - z mężem) wiele razy, nim dałam sobie taki wewnętrzny luz. Bo wiecznie miałam wrażenie, że POWINNAM to czy tamto, że taki mój obowiązek jako kobiety, żony, gospodyni, matki. Do tej pory czasami zdarzy mi się zapomnieć i chciałabym się "zapalić", żeby się wyrobić z tym, czy tamtym...ale szybko jednak stopuję, tłumacząc sobie, że jak pewne rzeczy poczekają, zrobię przykładowo jutro (czy za tydzień) to przecież nic się nie stanie, chyba żadna kontrola mnie na nawiedzi:-) Czasami jak nie mam ochoty, nastroju, kijowa pogoda, głowa mnie boli to nie robię NIC - oprócz zajmowania się dziećmi, i też dom się od tego nie zawalił.

żródło: http://mamygadzety.pl/dzien-z-zycia-mlodej-mamy/
Poszukując grafik na bloga, natrafiłam na to zdjęcie - "Dzień z życia młodej mamy", poczytajcieKLIK
Pamiętaj - nie ma "Idealnej matki"
Gdzieś, kiedyś powstał taki wyidealizowany obraz matki, mającej wszystko ogarnięte, dom i dziecko,  do tego świetnie wyglądającej, wiecznie uśmiechniętej i zadowolonej. I my taki obraz często konfrontujemy z tym, jak wygląda to u nas. Okazuje się, że wcale aż tak kolorowo to nie jest. Dlatego masz wrażenie, że innym się udaje, a Tobie niezbyt, więc pewnie Ty coś nawalasz:-) I tu się mylisz. Masz prawo do słabości, gorszego dnia.  Ale powiem Ci, że to my Polki takie jesteśmy. Ostatnio słyszałam w tv, że my same narzucamy sobie masę obowiązków, przez co jesteśmy sfrustrowane, zmęczone, nerwowe, a gdyby tak przyjrzeć się innym Europejkom - one nie  mają takiego "ciśnienia" na to czy tamto, ani wyrzutów sumienia, dlatego czasami naprawdę lepiej dać se...siana. Wiem - łatwo pisać, gorzej robić:-)

Zatem...
nie staraj się być perfekcjonistką
sprzątanie, pranie, gary - nie zając - nie uciekną
ten bałagan...?
co powie mama/teściowa/koleżanka jak mnie odwiedzą?
ta, która ma dzieci - zrozumie; 
ta co ich nie ma  - gdy będzie mieć  wtedy Cię doceni,  
a nawet jeśli nie, to po co sobie tym głowę zaprzątać? 
masz/mamy ważniejsze rzeczy.

Odwieczne - "co ludzie powiedzą"
Ja sama do pewnego czasu zawsze bardzo przejmowałam się wszystkimi i wszystkim, aż zrozumiałam, że takim podejściem człowiek tylko hamuje się wewnętrznie, nie rozwija, popada w kompleksy, tego nie założę, tego nie zrobię, a jak to zrobię - to co ludzie powiedzą, jak zrobię wesele na 50 osób - co ludzie powiedzą kiedy wszyscy robią na 250? Jak dam dziecku na imię tak lub tak - co ludzie powiedzą? Słuchaj - ludzie zawsze coś powiedzą, bo taka już ich natura. Ale zapytam Cie od drugiej strony: czy Ci ludzie jak coś robią pytają Cie o zdanie? Chyba nie:-) Niemniej jednak jest wiele osób, które nie realizują swoich pasji, zamierzeń, bo takie myślenie ich od tego powstrzymuje. Ja nigdy w życiu nie zajęłabym się wizażem, o prowadzeniu bloga nawet nie wspominając, gdybym w końcu nie przestała się tym przejmować. Zawsze tłumaczę sobie, że życie jest jedno, do tego nie wiadomo jak długie, i zanim zdrowie pozwala to róbmy to, co nas uszczęśliwia. A ludziom..? Daj pożywkę:-) rzuć tam jakąś plotkę, że...jesteś w 3ciej czy tam 4-tej ciąży, albo że się niebawem przeprowadzasz na stałe do Stanów... i chodź uśmiechnięta, zadowolona z głową w górę i zobaczysz, jak wieści krążą. A zamiast się przejmować, zacznie Cię to bawić.



żródło:http://www.obrazki.jeja.pl/16376,anegdota-o-czlowieku-na-osle.html

Narzekaj - nie przed każdym i nie zawsze
Haha, to tak apropo tematu wyżej.  Czasami musimy się komuś wygadać, wyżalić, usłyszeć, że nie tylko my mamy jakieś problemy z dzieckiem itp., wtedy tak z nas to spłynie, czujemy się lepiej, no i koleżanka zawsze coś doradzi, to zawsze masz takiego choćby małego, ale pozytywnego kopniaka w tyłek:-) a zrozumie Cię być może ktoś, kto ma w miarę podobnie, albo masz do niego zaufanie - przyjaciółka, rodzina, itd.

Ale czasami nie ma się co rozpędzać:-) wiesz, jak masz jedno dziecko i narzekasz to usłyszysz: "Jedno dziecko i narzeka, to co ona zrobi jak będzie mieć dwójkę, trójkę?" Masz 3-4 i narzekasz: "To skoro jej tak ciężko i źle, to na co jej było tyle dzieci", i pamiętaj, tak nie mówią osoby na pewno Ci bliskie, także i ten cudowny okres macierzyństwa/rodzicielstwa w jakimś stopniu też  czasami weryfikuje ludzi, którymi się otaczasz:-)   


Podsumowując...
Grunt to pozytywne nastawienie. Prawda jest taka, że jak jesteś sama z dwójką (3,czy 4...itd) malutkich dzieci to chcąc nie chcąc musisz sobie poradzić. Bo nic się samo nie zrobi. Może i nie jest łatwo,  czasami jak mi zrobią koncert obie na dwa głosy jednocześnie to myślę sobie - no przecież się nie rozdwoję! Najchętniej siąść i płakać! Ale takie już są dzieci, my też kiedyś takie byłyśmy, cóż, nie można popadać w paranoje, tylko lepiej 3 głębokie wdechy i na spokojnie działać:-)  

Czas na pracę, czas dla dzieci
Trzeba umieć cieszyć się tym co TERAZ!! Nie wybiegać też nie wiadomo jak daleko w przyszłość. Nie żałować czasu spędzonego w domu, nie myśleć, czego to ja bym już nie zrobiła, gdybym już mogła mieć niańkę, wyjść z domu, iść do pracy, itd.  Jak chodzisz do pracy - to poświęcasz się pracy, jak masz urlop macierzyński to wykorzystaj go jak najlepiej. Poświęć czas dzieciom, ale i znajdź go dla siebie. Jak bawisz się z dzieckiem to baw się na 100%, a nie myśl w tym czasie o 100 innych rzeczach do zrobienia, jak znajdziesz dla siebie godzinę, dwie bo mąż zajmuje się dziećmi to nie zamartwiaj się o dziecko w tym czasie, tylko zajmij się sobą - może wizyta u fryzjera, kosmetyczki?

 Ja już widzę jak czas szybko leci, za szybko. Pewnie, że czasami chciałabym się wyrwać może i do pracy, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że dzieci teraz właśnie potrzebują mnie najbardziej. Nie chciałabym kiedyś żałować, że mogłam dłużej zostać z nimi w domu, gdy były małe, a nie palić się do roboty. Urlop wychowawczy też po coś stworzono. Z drugiej strony mama to jedna z ról społecznych. Musimy o tym pamiętać, i to, że mamy dzieci nie zamyka nas przed tym, by realizować się także na polu zawodowym. często można te dwie rzeczy bardzo ładnie, sprytnie połączyć. Po 2,3,4 latach spędzonych w domu ciężko tak od razu wrócić i wpaść w rytm pracy, dlatego warto powoli się może szkolić, czytać, ćwiczyć, zrobić wypad na 2-3 godziny (zależy czym zajmowałyśmy się zanim dziecko przyszło na świat), aby ten powrót był bezstresowy i przyjemny dla obu stron.
(O ile miałaś pracę nim zaszłaś w ciążę - to raz, dwa nawet jak jej nie miałaś, to okres pobytu w domu możesz wykorzystać na to, by zastanowić się, co chcesz robić "po").  

Jeszcze mi się przypomniała jedna rzecz - O jak mnie czasami irytuje takie przygadywanie (gdy córka płacze i chce bym ją wzięła na ręce) typu: "O, tak mamusia nauczyła!", "Mamusia nauczyła to teraz mamusia niech nosi"  - no i pewnie że tak! Ja ani nie ubolewam nad tym, ani mi to nie ciąży, wręcz przeciwnie, chyba to dobrze. Przyjdzie taki czas, że dzieci już nie będą chciały iść do mamy na rączki, będą mieć w nosie, a skoro teraz tego właśnie potrzebują to po to jestem:-) dlatego każda z nas postępuje tak, jak wydaje się jej to słuszne, czy nie?

Co ważne:-)
Nie chciałabym, abyś traktowała ten post jako jakieś żale matki strapionej, o nie, ani tak nie myślę, ani tak się nie czuję:-) Jest to bardziej taka moja subiektywna konfrontacja z codziennością. Macierzyństwo jest wspaniałe! Często jest zmęczenie, brak snu, frustracja, ale uśmiech dziecka rekompensuje naprawdę wszystko! Życie nabiera zupełnie nowej wartości. Na wiele rzeczy zaczynasz inaczej patrzeć. Gdyby Cię dzisiaj zapytano: czy gdybyś miała wybór między stanem przed posiadaniem dziecka, a po - to co byś wybrała? Nie sądzę, że opcję 1, choćbyś jak była ztyrana, itd.  Ale chciałabym także podkreślić przede wszystkim to, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko!! I w tym całym zabieganiu i myśleniu o wszystkim i o wszystkich nie możemy zapominać o sobie!

Ja bardzo chciałabym wrócić do w miarę regularnego publikowania, często obiecuję sobie, że dziś już coś napiszę, zrobię, ale w ciągu dnia mam inne zajęcia. Mam wiele nowych pomysłów, dlatego postanowiłam poświęcić temu małą chwilkę każdego dnia, by przynajmniej raz w tygodniu przypomnieć Wam o sobie na blogu. Sprawia mi to przyjemność, bez względu na to, co kto o tym myśli:-D i jest to coś, co pozwala oderwać mi się od codziennych obowiązków, na chwile zapomnieć o różnych strapieniach, które napotykam, no i daje mi to uczucie pewnej łączności z ludźmi, ze światem:-) i dzięki temu mogę robić właśnie coś dla siebie, a jak ja jestem zadowolona to przekłada się to na inne aspekty życia. Jedna pójdzie sobie pobiegać, druga pomalować, trzecia na kawę z koleżanką do kawiarni - nieważne co - ważne, aby złapać oddech, odpocząć i naładować się pozytywną energią, która da nam siłę i cierpliwość na kolejne dni:-)  

Także jeśli doczytałaś do tego miejsca, no to szczerze Ci gratuluję! Nie martw się, post tej długości już się raczej nie powtórzy. Zastanawiam się trochę, czy potrzebnie dzielę się takimi spostrzeżeniami, (mama na pewno mnie nie pochwali), ale może i Tobie zrobi się ciut lepiej lub uśmiechniesz się lekko pod nosem:-) Nie wiem czy zgadzasz się z tym co napisałam, ale przynajmniej masz okazję poznać mnie trochę bliżej.

Tak więc jak mi się to uda, to od najbliższego tygodnia będę bardziej aktywna. Pomyślałam, że lepiej pisać choćby i krótko, ale jednak pisać, niż zniknąć znowu na 2 m-ce, albo i dłużej. Dlatego jak lubisz wpadać do "Rozety" to trzymaj za mnie kciuki. Ja życzę wszystkim Mamom, a także tym, które spodziewają się dzieci wiele cierpliwości, wyrozumiałości, ale przede wszystkim radości na co dzień. Wiele nas pewnie jeszcze zaskoczy, bo - nie strasząc - jak to mówią: "Małe dzieci - mały problem, duże dzieci - duży problem":-) Więc nie raz pewnie popłaczemy, ale to wszystko jest normalne i moim zdaniem nie ma się czego wstydzić. Ale przede wszystkim nie ulegajmy presji otoczenia, tylko róbmy to, co my uważamy za słuszne, z Bożą pomocą wszystko przetrwamy. Także łapmy codzienne chwile, które tak szybko mijają, a troski niech idą na bok, bo szkoda na nie czasu:-)

Pozdrawiam Was
serdecznie,
Ewka :-)
czasami też zmęczona i wkurzona, ale jakże szczęśliwa
mama Kalinki i Jagódki,
buziaki:-*



  

3 komentarze:

  1. Ewcia brawo ��!! Świetny post,zgadzam się ze wszystkim co napisałaś wyżej. Macierzyństwo to nie łatwa sprawa, ale dzieciaki wynagradzaja wszystkie trudne momenty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wpis :) mamy podobne myślenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze powiedziawszy to jak już napisałam te post to się zawahałam czy aby na pewno publikować, ale...ostatecznie stwierdziłam, że czasami warto tak sobie pokontemplować... :-) bardzo Wam dziękuję za miłe słowa:-) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

*