piątek, 18 listopada 2016

Metamorfoza ławki krok po kroku, czyli zabawa w tapicera:-)

Cześć:-)
Przypuszczam, że każda(-y) z Was posiada w domu mebel, nad którym nie raz zastanawia się co zrobić? Czy już go wyrzucić? Komuś dać? O ile trafi się chętny? Czy wywieźć na śmietnik? Zanim jednak zdecydujecie, że być może czas się z nim pożegnać, to zachęcam Was do tego, by jeszcze raz mu się przyjrzeć, i...może dać mu drugie, lepsze życie?:-) O tym będzie dzisiejszy post - mianowicie jak dokonałam metamorfozy starych ławek - zapraszam:-)






Powiem szczerze, że w pierwszej chwili to właściwie zastanawiałam się, jak konkretnie nazywają się te - no jak się ostatecznie okazało: ławki. To kolejne rzeczy, które zostały w domu z czasów, kiedy mieszkali tu moi teściowie. Potem się przeprowadzili, i większość różnych mebli, przedmiotów została w domu. Dlatego jakiś czas temu postanowiłam co niektórym rzeczom zrobić mały "lifting", i zanim wygram los na loterii, i udam się po nówki, to tych póki co nie wyrzucać, a troszkę ulepszyć, by milej mi było na nie spoglądać i z nich korzystać.




Jak widać na powyższych zdjęciach tak to wyszło. Mam wrażenie, że "na żywo" nawet lepiej niż na fotkach. Oczywiście kolorystyka - rzecz gustu. Jak to mówią - o gustach się nie dyskutuje:-) Powiem Wam tylko tyle, że faktycznie, każdy ma prawo urządzać się tak jak chce, bo skoro Wasz dom, Wasze meble to kto Wam zabroni. Ale jak to bywa przychodzi moda na to, albo tamto i bardzo często jeśli ktoś ma inne zdanie, inny gust to często pada ofiarą krytyki:-) Zauważyłam to ostatnio na fb. Otóż zapisałam się swego czasu do jednej z grup pt. :Jak urządzić wnętrze..." (coś w tym stylu; ogólnie fajna grupa, dużo porad, inspiracji, fotek, co, gdzie kupić, jak zrobić)  i aktualnie hitem jest biała kuchnia, białe meble, ściany najlepiej jakieś szare i ludzie często wstawiają zdjęcia swoich wnętrz w celu zainspirowania innych, albo szukania porad co można w nich ulepszyć, albo pochwalenia się jak udał się remont. I zdarza się, że ktoś wrzuca fotkę swojego wnętrza (ale nie posiada białych mebli, czy szarych ścian) i od razu 50 komentarzy typu: przemalować meble na biało to będzie wtedy git, ściany na biało, kredens na biało... i patrząc na wiele zdjęć po prostu te kuchnie tam są identyczne!!! Nie twierdzę, że białe złe - (bo sama dzień wcześniej zanim zrobiłam metamorfozę ławek to dokonałam innej, większej zmiany, ale o tym wkrótce), ale nie powiedziane, że każdemu musi się podobać, czyż nie?? Czasami ktoś wstawia stary, widać wiekowy drewniany mebel, który do wnętrza w określonym typie idealnie by się nadawał, ale wszyscy hurtem: przemalować na biało:-) Także piszę to do tego, aby nie popadać w skrajności, nie lecieć ślepo za tłumem, tylko mieć swój gust, i tak aranżować swoje wnętrza, by nam żyło się na co dzień przyjemnie.

Stąd wybór tkaniny, którą obiłam ławki padł taki, a nie inny. Mało tego, dodam, że zasłonki też mam identyczne, i kubki też w takich kolorach, haha:-) Ktoś powie: misz masz, ale uwierzcie mi, ja męczę się jak wszystko jest monotematyczne, a takie kolory, szczególnie w kuchni (bo oczywiście sypialni bym tak nie urządziła) mnie dodają powera i nastrajają super optymistycznie, naprawdę:-) aż miło tam posiedzieć:-)

No więc jak dokonać takiej metamorfozy? Super łatwo i szybko.
Co będzie Wam potrzebne? Właściwie to 3 rzeczy:
1.tkanina 
2.taker (lub tacker) + zszywki/spinki
3.śrubokręt.
ewentualnie jeszcze młotek.

Zaczynamy:
1. Na początku musimy odczepić siedzisko i oparcie z aktualnym obiciem/tapicerką.
Moje przed wyglądało następująco:


W moim przypadku poszło błyskawicznie. Fakt - ławki mają już swoje lata, ale mniejszą wystarczyło uderzyć od tyłu ręką i oparcie wypadło. W większej puknęłam lekko młotkiem i tez poszło:-)
Siedzisko przymocowane było na śrubkach, dlatego trzeba było je wykręcić.



2. No i czas na nowe obicie. Ja nie zdejmowałam starego, ponieważ szczerze powiedziawszy nie widziałam najmniejszego sensu, i nie chciałam sobie robić dodatkowego kłopotu z gąbką itd. Tylko na to stare nałożyłam nową tkaninę i ponaciągałam z każdej strony i przymocowałam za pomocą takera. Nic skomplikowanego.


Oczywiście można to zrobić bardzo ładnie, równo, ale ja jak zwykle nie miałam na to czasu, poza tym stwierdziłam, że tego tyłu to i tak nie będzie przecież widać. Tak samo zrobiłam z siedziskiem.
Tu w trakcie pracy:



No i tak samo uczyniłam z siedziskiem. Kiedy wszystko było obite nowym materiałem zamocowałam to z powrotem. Siedzisko trzeba było przykręcić śrubkami, zaś oparcie dobić młotkiem, żeby złapało się poprzednich gwoździków:-) No i nie będę Wam kłamać, ale o ile oparcie poszło w miarę, o tyle na siedzisko brakło mi nerwów, dlatego kiedy mój mąż wrócił z pracy to ładnie się uśmiechnęłam no i musiał mi z tym zrobić, bo co - nie miał wyjścia:-)

No i gotowe, chwila roboty, a efekt całkiem, całkiem:-)



No więc to byłoby na tyle. Powiem Wam, że to była jedna właściwie z trzech metamorfoz w kuchni jaką w tym tygodniu (a właściwie w ostatnich 2óch dniach) zrobiłam, ale o reszcie pewnie w kolejnych postach. Jeśli podoba Wam się efekt końcowy to bardzo się cieszę i namawiam Was do tego typu zmian. Tanim kosztem (choć w moim wypadku właściwie zerowym, bo materiał kiedyś podarowała mi mama, że "kiedyś może Ci się na coś przyda" więc nawet nie musiałam kupować), a efekt może być naprawdę ciekawy:-) Tak więc zanim pozbędziecie się tego typu mebla, foteli, tapicerowanych krzeseł itp. to przemyślcie to dwa razy, bo może się okazać, że sami stworzycie interesujący przedmiot:-)

Pozdrawiam serdecznie,
do następnego razu,
Ewcia 


p.s: Ta metamorfoza to jeden z kroków, które opisałam w poście: jak odmienić kuchnię/wnętrze tanim kosztem, także zapraszam - może zainspiruje Was do zmian:-) 

6 komentarzy:

  1. Świetnie Ci to wyszło Ewa! Kolorowo, pasuje do Ciebie :) Ja kiedyś miałam więcej czasu na takie przeróbki a ostatnio za nic nie mogę się zabrać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Ania, cieszę się, że się podoba:-) No u mnie z tym czasem tez bardzo różnie, ale czasami przychodzi pomysł taki "na już" (i ten był właśnie jednym z nich) więc się nie zastanawiam, tylko szybko działam:-) Zapraszam na kawkę w kolorowym klimacie:-D

    OdpowiedzUsuń
  3. O ile na zdjęciu przed/po dobór nowej wersji tkanin raczej zaskakujący - o tyle na ostatnim zdjęciu już widać, że przemyślany i spójny z resztą wystroju. Szkoda, że tych kubeczków nie widać ;-)
    Też kiedyś wymieniałam tapicerkę na takich siedziskach - ale kupiłam ciemnozielony skaj, żeby było łatwiej myć. Tkaniny u mnie w kuchni tygodnia by nie przetrzymały.

    Bardzo mądrze napisałaś o tych własnych gustach. Nie to ładne co ładne tylko co się komu podoba :-) Ostatnio widziałam meblościankę przemalowaną na szaro - ok, co kto lubi, nawet fajnie wyglądało, ale ja i tak marzę o meblościance malowanej w las. Najlepiej brzozowy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, dobór tkanin może zaskoczyć!! ale mnie dodają energii:-) i ogolnie lubię kolory:) niebawem pokażę jeszcze jedną metamorfozę w kuchni, to wtedy może bardziej będzie widać pewnego rodzaju spójność. Co do lasu brzozowego...może zanim natrafisz na meblościankę, to może skuś się na tapetę 3d z lasem brzozowym...tak na całej ścianie??

      Usuń
  4. O proszę, ławeczka zupełnie odmieniona. Ja robiłam metamorfozę witryny i bardzo się cieszę, że jej nie wyrzuciłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście zajrzałam:-) witrynka bardzo fajna, szafka z prl i krzesło również:-) wydaje mi się, że czasami wystarczy trochę chęci, wyobraźni i naprawdę można stworzyć coś fajnego i zaoszczędzić jakiś grosz. Nikt nie powiedział, że to musi być już "na zawsze", ale zanim natrafi się na coś, co nam odpowiada, albo na jakiś zastrzyk finansowy, to póki co takie metamorfozy są jak najbardziej wskazane:-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

*